Plan Pierce’a polegał na
zaprezentowaniu odkrycia najpierw Maurice’owi Goddardowi i za-
pewnienie dofinansowania z jego strony, dopiero potem wszczęcie
procesu rejestracji patentów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, God-
dard uświadomi sobie, że ma niewiele czasu na skorzystanie z wy-
przedzenia konkurencji przez Amedeo, i zachowa się odpowiednio,
zostając głównym sponsorem dalszych prac firmy. Read the rest of this entry »
Stworzenie urządzeń patrolujących, odnajdujących,
identyfikujących i eliminujących środkami chemicznymi patogeny
było świętym Graalem tej nauki.
Jej głównym problemem, który sprawiał, że technologia ta pozo-
stawała w sferze teorii, podczas gdy rzesze badaczy zajmowały się
molekularną pamięcią RAM i obwodami zintegrowanymi, była kwe-
stia zasilania. Napędu dla molekularnych łodzi podwodnych, by był
naturalny i nie wywoływał reakcji układu odpornościowego organi-
zmu gospodarza. Read the rest of this entry »
W owym okresie ulubioną lekturą Pierce’a było „Horton Hears
a Who!” – „Horton Słyszy Ktosia” – dr. Seussa. Była to historia sło-
nia, który odkrył, że na pyłku kurzu istnieje cały świat – nanoświat -
na długo zanim ten termin przyszedł komukolwiek do głowy. Pierce
wciąż znał na pamięć wiele zdań z tej książki. Często przypominały
mu się w trakcie pracy.
Słoń Horton zostaje w książce odtrącony przez społeczność dżun-
gli, niewierzącą w jego odkrycie. Prześladują go zwłaszcza małpy,
nazywane gangiem Wickershamów. Horton jednak ostatecznie ratu-
je przed nimi miniaturowy światek na pyłku kurzu i udowadnia jego
istnienie reszcie społeczności. Read the rest of this entry »
Wydał prawie wszystkie drobne na dwie porcje coli, dwie to-
rebki chipsów i opakowanie ciasteczek Oreos. Zajrzał do lodówki,
czy ktoś nie zostawił w niej czegoś jadalnego, ale okazała się pusta.
Sprzątaczki opróżniały ją w piątek po godzinach w ramach swoich
obowiązków.
Pochłonął torebkę chipsów, zanim wrócił do gabinetu. Otworzył
następną i puszkę coli, gdy wsunął się za biurko. Wyjął z sejfu pod
spodem nową porcję wniosków patentowych. Jacob Kaz był dosko-
nałym prawnikiem w tej dziedzinie, ale zawsze potrzebował naukow-
ców do korekt wstępów i podsumowań w urzędowych wnioskach.
Pierce zresztą sam zatwierdzał wnioski przed złożeniem. Read the rest of this entry »
Dziewczyna była naga. Nie odrywała wzroku od telewizora. Chociaż
Pierce nie mógł dojrzeć ekranu, w niebieskiej poświacie twarz Lucy
wyglądała jak oblicze trupa. Uśmiechała się bez końca, a gdy Pierce
obrócił się, by zamknąć drzwi, okazało się, że ich nie ma. Kiedy po-
nownie się odwrócił, oczekując, że mu to wyjaśni, łóżko było puste.
Jedynie telewizor grał dalej.
Telefon obudził Pierce’a dokładnie w południe w niedzielę, l – Za
wcześnie, żeby mówić z Lilly? Read the rest of this entry »
Jest środek nocy. Nie powinieneś się tak zachowywać.
Rozłączyła się. Poczuł, że rumieni się ze wstydu. Zrobił właśnie
coś, czego za wszelką cenę chciał uniknąć.
Jęknął głośno, wstał i podszedł do okna. Za molem na północy wi-
dać było rząd świateł – Pacific Coast Highway. Piętrzące się za auto-
stradą góry stanowiły ledwie widoczne na tle nocnego nieba kształ-
ty. Ocean było lepiej słychać niż widać; horyzont krył się gdzieś
w ciemnościach. Read the rest of this entry »
Pierce przypomniał sobie, co mu powiedziała o posługiwa-
niu się imieniem Robin i ukrywaniu prawdziwego: Postanowiłam za-
trzymać swoje imię. Wszystko inne oddałam tym ludziom.
Przypomniał sobie detektywa z policji, który siedział w salonie
jego domu i rozmawiał z matką i ojczymem. Był tam też jego ojciec.
Policjant poinformował ich, że Isabelle posługiwała się na ulicy in-
nym imieniem. Przedstawiała się nim mężczyznom, którym oddawa-
ła się za pieniądze. Pamiętał, że właśnie od detektywa wiedział, że
imieniem tym było Angel. Czyli Anioł.
A potem nim została.
Pierce czuł, że Renner rozpracował go bezbłędnie. To, co zdarzyło
się w odległej przeszłości, przez wszystkie minione lata było tuż pod
powierzchnią. Wypłynęło na nią, gdy pojawiła się tajemnica Lilly
Quinlan. Poprzez pragnienie, by odnaleźć Lilly, a może ją ocalić, od-
najdywał i ratował swoją utraconą siostrę.
Pomyślał, że świat na zewnątrz jest zdumiewający i straszny.
Przez to, co ludzie robili sobie nawzajem, ale przede wszystkim sa-
mym sobie. Pomyślał, że może właśnie dlatego zamykał się na wiele
godzin dziennie w laboratorium. Odcinał się od świata, od rozmyślań
o złych rzeczach, od samej świadomości ich istnienia. W laborato-
rium wszystko było proste i klarowne. Kwantyfikowalne. Naukową
teorię można było przetestować i albo przyjąć, albo odrzucić. Nie ist-
niały szare strefy. Nie było cieni.
Nagle poczuł przemożne pragnienie porozmawiania z Nicole,
przekazania jej, że w ciągu dwóch minionych dni nauczył się cze-
goś, z czego wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Coś trudnego do
ujęcia w słowa, ale mimo wszystko wyczuwalnego.Chciał jej po-
wiedzieć, że nie zamierza dłużej uganiać się za pieniędzmi czy
komputerem wielkości pięciocentówki, że od tej pory to one mogą
gonić jego.
Włączył słuchawkę i wybrał numer Nicole. Swój stary numer przy
Amalfi Drive. Podniosła słuchawkę po trzech sygnałach.
Lucy, jeśli mogę tak do ciebie mówić, zatrzymaj mój nu
mer. Kiedy będziesz gotowa z tym zerwać, zadzwoń, a zrobię wszyst
ko, co w mojej mocy, żeby ci pomóc. Pieniądze, praca, mieszkanie -
czegokolwiek będziesz potrzebowała, po prostu dzwoń, a to dosta
niesz. Zrobię, co tylko będę mógł.
Odłożył słuchawkę, ale natychmiast podniósł ją z powrotem, żeby
odsłuchać wiadomości. Było ich pięć – a właściwie trzy do Lilly
i dwie inne. Kasował te pierwsze, kiedy tylko orientował się, że nie
są do niego. Pierwsza z pozostałych była od Charliego:
Chciałem tylko sprawdzić, jak ci poszło w laboratorium, i zapytać,
czy miałeś już okazję przejrzeć wnioski patentowe. Jeśli dostrzegasz ja-
kieś problemy, to powinniśmy dowiedzieć się o tym od razu w poniedzia-
łek, żebyśmy mieli czas na korekty…
Skasował wiadomość. Postanowił zająć się wnioskami rano, a po-
tem zadzwonić do Charliego.
Wiadomość od Lucy LaPorte wysłuchał w całości.
Hej, tu Robin. Słuchaj, chciałam tylko przeprosić cię za to, co powie-
działam na końcu. Ostatnio jestem wściekła na cały cholerny świat, ale
naprawdę widzę, że martwisz się o Lilly i zależy ci, żeby sprawdzić, czy
nic się jej nie stało. Może tak się zachowałam, bo pożałowałam, że nikt
na świecie nie martwił się tak o mnie. No właśnie, o to chodzi. Zadzwoń
czasem, jeśli masz ochotę. Możemy po prostu gdzieś wyskoczyć. I na-
stępnym razem to ja postawię ci koktajl. Cześć.
Zachował wiadomość, chociaż nie potrafiłby powiedzieć dlacze-
go. Pomyślał, że może będzie miał ochotę wysłuchać jej ponownie.
Przez parę chwil stukał się słuchawką w podbródek, rozmyślając
o Lucy. Było w niej ukryte ciepło, które wyczuwało się mimo surowe-
go wykroju ust i świadomości, w jaki sposób radziła sobie w tym
świecie.