Ćwiczenia edukacyjne

Luty 12th, 2010

Plan Pierce’a polegał na
zaprezentowaniu odkrycia najpierw Maurice’owi Goddardowi i za-
pewnienie dofinansowania z jego strony, dopiero potem wszczęcie
procesu rejestracji patentów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, God-
dard uświadomi sobie, że ma niewiele czasu na skorzystanie z wy-
przedzenia konkurencji przez Amedeo, i zachowa się odpowiednio,
zostając głównym sponsorem dalszych prac firmy. Read the rest of this entry »

Luty 12th, 2010

Stworzenie urządzeń patrolujących, odnajdujących,
identyfikujących i eliminujących środkami chemicznymi patogeny
było świętym Graalem tej nauki.
Jej głównym problemem, który sprawiał, że technologia ta pozo-
stawała w sferze teorii, podczas gdy rzesze badaczy zajmowały się
molekularną pamięcią RAM i obwodami zintegrowanymi, była kwe-
stia zasilania. Napędu dla molekularnych łodzi podwodnych, by był
naturalny i nie wywoływał reakcji układu odpornościowego organi-
zmu gospodarza. Read the rest of this entry »

Luty 12th, 2010

W owym okresie ulubioną lekturą Pierce’a było „Horton Hears
a Who!” – „Horton Słyszy Ktosia” – dr. Seussa. Była to historia sło-
nia, który odkrył, że na pyłku kurzu istnieje cały świat – nanoświat -
na długo zanim ten termin przyszedł komukolwiek do głowy. Pierce
wciąż znał na pamięć wiele zdań z tej książki. Często przypominały
mu się w trakcie pracy.
Słoń Horton zostaje w książce odtrącony przez społeczność dżun-
gli, niewierzącą w jego odkrycie. Prześladują go zwłaszcza małpy,
nazywane gangiem Wickershamów. Horton jednak ostatecznie ratu-
je przed nimi miniaturowy światek na pyłku kurzu i udowadnia jego
istnienie reszcie społeczności. Read the rest of this entry »

Luty 12th, 2010

Wydał prawie wszystkie drobne na dwie porcje coli, dwie to-
rebki chipsów i opakowanie ciasteczek Oreos. Zajrzał do lodówki,
czy ktoś nie zostawił w niej czegoś jadalnego, ale okazała się pusta.
Sprzątaczki opróżniały ją w piątek po godzinach w ramach swoich
obowiązków.
Pochłonął torebkę chipsów, zanim wrócił do gabinetu. Otworzył
następną i puszkę coli, gdy wsunął się za biurko. Wyjął z sejfu pod
spodem nową porcję wniosków patentowych. Jacob Kaz był dosko-
nałym prawnikiem w tej dziedzinie, ale zawsze potrzebował naukow-
ców do korekt wstępów i podsumowań w urzędowych wnioskach.
Pierce zresztą sam zatwierdzał wnioski przed złożeniem. Read the rest of this entry »

Luty 12th, 2010

Dziewczyna była naga. Nie odrywała wzroku od telewizora. Chociaż
Pierce nie mógł dojrzeć ekranu, w niebieskiej poświacie twarz Lucy
wyglądała jak oblicze trupa. Uśmiechała się bez końca, a gdy Pierce
obrócił się, by zamknąć drzwi, okazało się, że ich nie ma. Kiedy po-
nownie się odwrócił, oczekując, że mu to wyjaśni, łóżko było puste.
Jedynie telewizor grał dalej.
Telefon obudził Pierce’a dokładnie w południe w niedzielę, l – Za
wcześnie, żeby mówić z Lilly? Read the rest of this entry »

Luty 12th, 2010

Jest środek nocy. Nie powinieneś się tak zachowywać.
Rozłączyła się. Poczuł, że rumieni się ze wstydu. Zrobił właśnie
coś, czego za wszelką cenę chciał uniknąć.
Jęknął głośno, wstał i podszedł do okna. Za molem na północy wi-
dać było rząd świateł – Pacific Coast Highway. Piętrzące się za auto-
stradą góry stanowiły ledwie widoczne na tle nocnego nieba kształ-
ty. Ocean było lepiej słychać niż widać; horyzont krył się gdzieś
w ciemnościach. Read the rest of this entry »

Luty 12th, 2010

Pierce przypomniał sobie, co mu powiedziała o posługiwa-
niu się imieniem Robin i ukrywaniu prawdziwego: Postanowiłam za-
trzymać swoje imię. Wszystko inne oddałam tym ludziom.
Przypomniał sobie detektywa z policji, który siedział w salonie
jego domu i rozmawiał z matką i ojczymem. Był tam też jego ojciec.
Policjant poinformował ich, że Isabelle posługiwała się na ulicy in-
nym imieniem. Przedstawiała się nim mężczyznom, którym oddawa-
ła się za pieniądze. Pamiętał, że właśnie od detektywa wiedział, że
imieniem tym było Angel. Czyli Anioł.
A potem nim została.
Pierce czuł, że Renner rozpracował go bezbłędnie. To, co zdarzyło
się w odległej przeszłości, przez wszystkie minione lata było tuż pod
powierzchnią. Wypłynęło na nią, gdy pojawiła się tajemnica Lilly
Quinlan. Poprzez pragnienie, by odnaleźć Lilly, a może ją ocalić, od-
najdywał i ratował swoją utraconą siostrę.
Pomyślał, że świat na zewnątrz jest zdumiewający i straszny.
Przez to, co ludzie robili sobie nawzajem, ale przede wszystkim sa-
mym sobie. Pomyślał, że może właśnie dlatego zamykał się na wiele
godzin dziennie w laboratorium. Odcinał się od świata, od rozmyślań
o złych rzeczach, od samej świadomości ich istnienia. W laborato-
rium wszystko było proste i klarowne. Kwantyfikowalne. Naukową
teorię można było przetestować i albo przyjąć, albo odrzucić. Nie ist-
niały szare strefy. Nie było cieni.
Nagle poczuł przemożne pragnienie porozmawiania z Nicole,
przekazania jej, że w ciągu dwóch minionych dni nauczył się cze-
goś, z czego wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Coś trudnego do
ujęcia w słowa, ale mimo wszystko wyczuwalnego.Chciał jej po-
wiedzieć, że nie zamierza dłużej uganiać się za pieniędzmi czy
komputerem wielkości pięciocentówki, że od tej pory to one mogą
gonić jego.
Włączył słuchawkę i wybrał numer Nicole. Swój stary numer przy
Amalfi Drive. Podniosła słuchawkę po trzech sygnałach.

Luty 12th, 2010

Lucy, jeśli mogę tak do ciebie mówić, zatrzymaj mój nu
mer. Kiedy będziesz gotowa z tym zerwać, zadzwoń, a zrobię wszyst
ko, co w mojej mocy, żeby ci pomóc. Pieniądze, praca, mieszkanie -
czegokolwiek będziesz potrzebowała, po prostu dzwoń, a to dosta
niesz. Zrobię, co tylko będę mógł.
Odłożył słuchawkę, ale natychmiast podniósł ją z powrotem, żeby
odsłuchać wiadomości. Było ich pięć – a właściwie trzy do Lilly
i dwie inne. Kasował te pierwsze, kiedy tylko orientował się, że nie
są do niego. Pierwsza z pozostałych była od Charliego:
Chciałem tylko sprawdzić, jak ci poszło w laboratorium, i zapytać,
czy miałeś już okazję przejrzeć wnioski patentowe. Jeśli dostrzegasz ja-
kieś problemy, to powinniśmy dowiedzieć się o tym od razu w poniedzia-
łek, żebyśmy mieli czas na korekty…
Skasował wiadomość. Postanowił zająć się wnioskami rano, a po-
tem zadzwonić do Charliego.
Wiadomość od Lucy LaPorte wysłuchał w całości.
Hej, tu Robin. Słuchaj, chciałam tylko przeprosić cię za to, co powie-
działam na końcu. Ostatnio jestem wściekła na cały cholerny świat, ale
naprawdę widzę, że martwisz się o Lilly i zależy ci, żeby sprawdzić, czy
nic się jej nie stało. Może tak się zachowałam, bo pożałowałam, że nikt
na świecie nie martwił się tak o mnie. No właśnie, o to chodzi. Zadzwoń
czasem, jeśli masz ochotę. Możemy po prostu gdzieś wyskoczyć. I na-
stępnym razem to ja postawię ci koktajl. Cześć.
Zachował wiadomość, chociaż nie potrafiłby powiedzieć dlacze-
go. Pomyślał, że może będzie miał ochotę wysłuchać jej ponownie.
Przez parę chwil stukał się słuchawką w podbródek, rozmyślając
o Lucy. Było w niej ukryte ciepło, które wyczuwało się mimo surowe-
go wykroju ust i świadomości, w jaki sposób radziła sobie w tym
świecie.